Tagi

PŁASZCZ JEST JAK SAMOCHÓD. MUSI BYĆ NIEZAWODNY I O SPRAWDZONEJ JAKOŚCI!

13 października 2014
Podziel się

Wywiad z Patrycją Cierocką Dyrektor Kreatywną i Projektantką marki ARYTON opublikowany w magazynie Domu Mody Klif Warszawa (jesień 2014):

CH_KLIF_ Patrycja Cierocka_Aryton1410786730

Magazyn Klif: Rodzinny dom mody, w Polsce rzecz niezwykła. Czy Cierockich można porównać do włoskich klanów Gucci, Missoni i Versace?

Patrycja Cierocka: Dlaczego mielibyśmy porównywać? ARYTON to polski dom mody, prowadzony przez dwa pokolenia. Nasza opowieść o marce jest spokojna. Skupiamy się na tym, aby robić dobrą, staranną modę.

MK: Praca z rodziną częściej bywa przyjemna czy trudna?

PC: To zależy. Jesteśmy zawsze razem, jeśli ktoś z nas ma w swoim dziale problem wzajemnie się wspieramy. Gdyby ARYTON nie był firmą rodzinną, w takiej sytuacji mogłoby dojść do rozstania. Mamy więc tę pewność, że zawsze będziemy razem. Druga strona medalu jest taka, że w relacje rodzinne wchodzi już taka drzazga tematów służbowych. Każda rozmowa o wakacjach, dzieciach czy przyjemnościach mimowolnie zmienia się w biznesową dyskusję na temat kolekcji, poziomu obsługi klienta czy nowych salonów. Trudniej więc złapać dystans, bo tematy ARYTONU są z nami nieprzerwanie, od rana do wieczora.

MK: Rodzice założyli firmę w 1989 roku. Była Pani małą dziewczynką. Koleżanki ubierały lalki, a Pani, podobno, manekiny krawieckie. Już wtedy było wiadomo, że moda to nieunikniona zawodowa przyszłość?

PC: Faktycznie swoje dzieciństwo spędziłam w firmie. Mam z tym związane dość zabawne wspomnienia. Rodzice zawsze robili wszystko, aby intensywna praca nie przysłoniła rodzicielstwa. Czasami musieli to umiejętnie łączyć. Zawsze jeździłam z rodzicami do fabryk włoskich, a już od podstawówki byłam stałym gościem paryskich targów Premiére Vision. Dlatego moja ścieżka zawodowa była oczywista od najmłodszych lat.

MK: A wybór wydziału zarządzania na Uniwersytecie Ekonomicznym to próba buntu przeciwko „byciu skazaną na modę”?

PC: Nie, bunt zaczął się wcześniej i do matury zdążył minąć. Studia na Uniwersytecie Ekonomicznym były odpowiedzią na moje zainteresowania, które od zawsze wiązały się z marketingiem i reklamą. Dlatego też dla przyjemności zdecydowałam się na drugi kierunek studiów, równoległy do Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru. Po latach okazało się, że wybór wydziału zarządzania był bardzo słuszny! Moja praca w ARYTONIE nie ogranicza się bowiem tylko do działu projektowania i marketingu. Chętnie uczestniczę w spotkaniach handlowych i finansowych. Uważam, że marka to jedno ciało i wszystkie jej części muszą spójnie działać. Potem było Central Saint Martins, London School of Fashion, Zarządzanie w sektorach mody.

MK: Oznacza to, że jednak nie można było żyć bez mody…

PC: Ja się w ogóle nie zastanawiałam, czy można żyć bez mody! W mojej głowie nigdy nie pojawiła się myśl, że mogłabym robić coś innego. Choć nie wiem, czy ta niezmącona postawa wynikała bardziej z pasji do mody, czy z poczucia odpowiedzialności. ARYTON to duża firma. Zatrudnia ponad 200 osób, posiada 30 salonów firmowych, własne zakłady produkcyjne, spółkę-córkę do zarządzania gotowym towarem oraz licznych stałych partnerów handlowych. To nie są trzy salony sprzedaży z wielomilionowym kapitałem. To machina napędzana ciężką pracą. Stworzenie firmy przez naszych rodziców na pewno ułatwiło nam, dzieciom start w życiu. Zmierzam do tego, że to statek ciężki do prowadzenia i po tych dwudziestu latach wskazane było częściowe odciążenie rodziców i siostry, która dołączyła do firmy 10 lat przede mną.

MK: To głównie Pani ARYTON zawdzięcza spektakularną metamorfozę. Wizerunek firmy jest ewidentnie młodszy, nowocześniejszy. Dotyczy to nie tylko kolekcji, ale też obecności firmy w serwisach społecznościowych, sprzedaży internetowej, a nawet własnego bloga! Taka rewolucja nie przestraszyła klientek?

PC: Większość klientek nie zauważyła tych zmian. Te zmiany widzę ja, Pani, cała branża mody. Natomiast klient ocenia markę na podstawie kolekcji. Kolekcja również się zmienia, ale stopniowo. Ewoluuje. Natomiast w marketingu, owszem, przeszliśmy zdecydowaną rewolucję. Można zadać pytanie, po co w ogóle produkujemy tak profesjonalne, wysokobudżetowe sesje. Otóż stały się one koniecznością, obowiązkiem firm modowych. Od momentu, kiedy takie sieciowe marki jak H&M czy Reserved produkują super profesjonalne sesje, firmy, które oferują znacznie droższą odzież, muszą być reprezentowane przez równie dobre realizacje.

MK: Odważne kolory, pióra, metaliczne tkaniny… Ryzyko, czy zaplanowana strategia?

PC: Zaczęło się od odważnych kolorów na początku lat 90-tych. To właśnie kolory pozwoliły marce wybić się na tle szybko kiełkującej konkurencji. Po kilkunastu latach z sukcesem wróciliśmy do tej strategii. Natomiast pióra to była limitowana kolekcja. Zresztą w każdej kolekcji mamy produkty, na które prowadzimy zapisy w przedsprzedaży. W sezonie jesień-zima są to wybrane płaszcze z alpaki oraz wyjątkowo ekskluzywne okrycia futrzane na bazie kaszmirowej podszewki.

MK: Powiedziała Pani kiedyś, że płaszcz to DNA marki ARYTON. Zgadzam się. Płaszcze są cudne. Za landrynkowo-żółty z nowej kolekcji „dałabym się pokroić”… Ale czy jest jeden model płaszcza, który uznałaby pani za ponadczasowy hit, wciąż pożądany? Taki jak słynny model 101801 Max Mary?

PC: W naszej kolekcji jest kilka takich klasyków. Często zmieniamy detal – kolor, długość, tkaninę. Natomiast konstrukcja zostaje nietknięta. Płaszcz rządzi się swoimi prawami. O ile, od sukienek czy dzianin oczekujemy zaskakujących rozwiązań, nowych form, to płaszcz jest trochę jak samochód. Musi być niezawodny, o sprawdzonej jakości! Ponadto – co również łączy te dwa produkty – płaszcz jest formą określenia statusu. Nie da się ukryć, że na ocenę drugiej osoby ma wpływ pierwsze wrażenie. I na pewno inaczej odbieramy Panią w czarnej puchówce czy zielonej parce, a inaczej oceniamy kobietę w długim, amarantowym płaszczu, czy dobrze skrojonej camelowej dyplomatce. W firmie uważamy, że płaszcz to inwestycja, więc musi być doskonały w każdym względzie.

MK: Gdyby pozwoliła mi Pani do niej zajrzeć, to co bym tam znalazła?

PC: Około dwudziestu płaszczy,  sporo żakietów, bo uważam, że nic tak dobrze nie formuje sylwetki jak świetnie skrojony żakiet. Dziś trend zmierza w kierunku szarego dresu – przeraża mnie to! Chodzi chyba o to, aby za wszelką cenę się odmłodzić, ale przy okazji traci się wiele z kobiecości, powabu…

MK: Ulubiony projektant, ktoś, kto Panią inspiruje, to…

PC: Nie inspiruje mnie żaden konkretny projektant. W każdym sezonie oglądam pokazy niemalże wszystkich projektantów pokazujących kolekcje w czołowych czterech miastach mody. U każdego znajdę coś, co może zainspirować – kolor, forma, połączenia faktur. Bywa, że w jednym sezonie jestem zachwycona np. kolekcją Haidera Ackermanna, a w kolejnym totalnie mnie rozczarowuje. W sezonie jesień-zima 2014 szczególnie spodobały mi się kolekcje Bally, Fendi, Les Copains i Salvatore Ferragamo.

MK: Gdyby w trzech hasłach miała Pani opisać najnowszą kolekcję ARYTONU, to byłyby….

PC: Współczesna klasyka. Cudowna tkanina. Sprawdzona jakość.